Czy Jan Kasprowicz brał udział w przywołówkach?
Katarzyna
Mruk w książce "Kujawskim szlakiem z Janem Kasprowiczem" stawia to
pytanie! Czytamy:
Tradycyjnie
honor organizowania przywołówki mieli tu zawsze chłopcy miejscowi, o
nienagannej opinii i - pełnoletni, tj. po skończeniu 21 lat. Tymczasem w tym
wieku Kasprowicz był już uczniem czwartego z kolei gimnazjum, raciborskiego, i
głowę miał zaprzątniętą czym innym - usilnym dążeniem do uzyskania wreszcie
świadectwa dojrzałości i pierwszymi śmielszymi krokami w projektowaniu swej
drogi życiowej. (...)
Na
szczęście dla młodego poety, w czasach Kasprowicza publicznego piętnowania wad
podczas przywołówki mogły obawiać się raczej panny (...) Dopiero po II wojnie
światowej panny, zaczęły być przez przywołujących traktowane łagodniej, za to
wyostrzyła się "krytyka" tych szymborskich kawalerów, którzy w opini
społeczności wiejskiej źle się prowadzą, w tym - nie wspierają szymborskiej
tradycji (...).
Można
sobie wyobrazić, że w takich warunkach 21-letni Jan Kasprowicz zamiast autorem
stałby się raczej bohaterem (antybohaterem?) przywołówkowego wierszyka. Może
brzmiałby on na przykład tak, jak rymowanka którą Kasprowicz każe podśpiewywać
wyrostkowi - tragarzowi w jednym z opowiadań z tomu "O bohaterskim koniu i
walącym się domu"?
Wielki
jestem pan,
W
całym świecie znan:
Kawał
portek, pół surduta,
Wiecheć
wyłazi mi z buta.
(...)
piosnka stylistyką, charakterystycznymi atrybutami przypomina przywołówkowe
teksty. Może i więc Kasprowicz jednak nawiązał w ten zawoalowany sposób do
zwyczaju zapamiętanego z młodości? A może nawet... upamiętnia słowa skierowane
przez szymborskich kawalerów do niego samego? Ot zagadka, która porusza
wyobraźnię.
W
tym miejscu raz jeszcze polecamy książeczkę Katarzyny Mruk "Kujawskim
szlakiem z Janem Kasprowiczem", z której cytat okrasiliśmy fotografiami
Magdaleny Pindel z wczorajszych szymborskich przywołówek!










